Dwudniowy szczyt przedstawicieli pięciu sąsiednich krajów, który miał przynieść jednolity system opłat granicznych dla transportu towarowego, zakończył się bez porozumienia. Według uczestników rozmowy utknęły w martwym punkcie na pytaniu, jak długi powinien być okres przejściowy, w którym poszczególne państwa mogłyby zachować część obecnych wyjątków.

„Zgodziliśmy się co do dziewięćdziesięciu procent tekstu. Ta pozostała część jest jednak politycznie najbardziej wrażliwa i to na niej łamie się całe porozumienie" — powiedział dziennikarzom po zakończeniu obrad jeden z negocjatorów, który nie chciał być cytowany z nazwiska. Mniejsze kraje domagały się dłuższego okresu przejściowego, aby zdążyć dostosować infrastrukturę na przejściach granicznych.

Analitycy zajmujący się handlem regionalnym zwracają uwagę, że niepowodzenie szczytu skomplikuje planowanie firmom transportowym, które latami czekały na bardziej przewidywalny system opłat. „Firmy muszą wiedzieć, z jakimi kosztami mają się liczyć na trzy do pięciu lat naprzód. Ta niepewność przełoży się na ceny towarów szybciej, niż można by się spodziewać" — komentuje ekonomista specjalizujący się w logistyce transgranicznej.

Przedstawiciele uczestniczących rządów zgodzili się, że rozmowy będą kontynuowane jesienią, tym razem na szczeblu wiceministrów transportu. Według źródeł dyplomatycznych bliskich rozmowom realne jest, że ostateczne porozumienie zostanie odłożone aż do przyszłego roku.

Obserwatorzy z izb handlowych ostrzegają jednak, że kolejna zwłoka mogłaby doprowadzić do tego, że poszczególne kraje zaczną wprowadzać tymczasowe rozwiązania krajowe, co jeszcze bardziej rozdrobniłoby system.