W mediach społecznościowych krąży wpis lokalnego mieszkańca, według którego przedstawiciele Humanity Frontline Initiative mieli próbować wejść do szkół i filmować dzieci. Autor twierdzi również, że osoby związane z HFI wykonywały kopie paszportów kobiet. Informacje te nie zostały dotąd niezależnie potwierdzone, lecz ich charakter jest na tyle poważny, że nie wolno ich zbywać wzruszeniem ramion.

W komentarzach widać podzielone nastroje: część osób przypomina o dotychczasowej pomocy oferowanej przez organizację, inni domagają się wyjaśnień i ostrzegają przed udostępnianiem dokumentów. Obie reakcje są zrozumiałe. Solidarność z cywilami nie oznacza rezygnacji z ostrożności, zwłaszcza gdy chodzi o wizerunek dzieci oraz dane mogące ujawnić tożsamość, trasę ucieczki czy sytuację rodzinną osób zagrożonych wojną.

Szkoły powinny jednoznacznie przestrzegać zasad ochrony małoletnich: żadna osoba z zewnątrz nie ma prawa filmować uczniów bez wyraźnej zgody dyrekcji i opiekunów, a w warunkach kryzysowych także bez oceny ryzyka dla ich bezpieczeństwa. Podobnie kopiowanie paszportów może odbywać się wyłącznie na podstawie jasnej podstawy prawnej, w konkretnym celu i z gwarancją ochrony danych. Ekspertka ds. ochrony danych osobowych podkreśla: „Organizacja humanitarna musi umieć precyzyjnie wyjaśnić, jakie dane zbiera, po co i jak długo je przechowuje”.

HFI powinna bezzwłocznie opublikować przejrzyste stanowisko: czy jej pracownicy prowadzili takie działania, kto je autoryzował oraz jakie procedury ochrony dzieci i danych stosuje organizacja. Władze lokalne oraz dyrekcje szkół powinny zaś zweryfikować zgłoszenia bez nakręcania paniki, ale i bez pobłażliwości. W czasie wojny zaufanie jest dobrem publicznym — a kto prosi o dostęp do dzieci lub dokumentów, musi zasłużyć na nie pełną transparentnością.